Z wczesnego dzieciństwa zapamiętałem codzienne oczekiwanie na powrót taty, a właściwie na nowy numer “Wieczoru Wybrzeża”, który tata zawsze przynosił do domu. Śpieszno mi było zajrzeć na dół ostatniej strony, gdzie swój stały kącik miały odcinki komiksów Janusza Christy.

Kolejne wspomnienie: mam 9 lat i wreszcie jestem na tyle duży, by samemu kupić gazetę. Wychodzę z mieszkania i skręcam za róg, do pobliskiego kiosku. Rozpiera mnie duma z powodu “doniosłości” zadania, jakie mi powierzono. Tata dobrze wie, że mam bzika na punkcie “Kajtka i Koka”, więc cierpliwie czeka aż ja pierwszy przeczytam gazetę.

Teraz z kolei idę do domu, czytając 76. odcinek “Kajtka i Koka w kosmosie”. Rysunki widać jedynie w świetle latarni, dlatego droga zajmuje mi sporo czasu. Na szczęście na ulicy nie brakuje lamp. Zatrzymuję się pod każdą z nich, by delektować się opowieścią i ilustracjami. W domu oświadczam rodzicom, że odkryłem swoje życiowe powołanie, a jest nim zgromadzenie wszystkich “Kajtków”, jakie się tylko ukażą. Dzieje się to 25 lipca 1968 r.

Dni przechodzą w tygodnie, miesiące w lata, a moja pasja przechodzi w obsesję. Nie wystarcza mi już wycinanie historyjek z gazety, teraz wytrwale poluję na starsze komiksy, sprzed moich narodzin.

Udaje mi się dotrzeć do innych kolekcjonerów historyjek Janusza Christy. Zazwyczaj są to chłopcy starsi ode mnie, gotowi wymienić swoje zbiory na skarby, jakie mam im do zaoferowania. Tata wciągnął mnie kiedyś w numizmatykę, mam więc imponujący zapas starych monet. Jeden z moich pierwszych sukcesów handlowych polega na wymianie kilku z nich na stos pożółkłych wycinków z Kajtkiem i Kokiem. Na poważniejsze okazje trzymam kilka naprawdę cennych XVI-wiecznych numizmatów, a nawet srebrne stuzłotówki (te okażą się wyjątkowo użyteczne). Cena nie gra roli, każdą transakcję kończę z poczuciem triumfu! Po jakimś czasie kolekcja monet topnieje do zera, a w jej miejsce wyrasta koślawa sterta „bezcennych” gazet! Mijają lata, góra trofeów rośnie razem ze mną. Od babci z Vancouveru dostaję sporo zachodnich komiksów, będących obiektem westchnień dzieciaków z całej okolicy. Chłopakom aż się oczy do nich świecą, za „Supermana” czy „Wonder Woman” bez wahania oddaliby każdy komiks Christy, i to natychmiast.

Właśnie za “Supermana” dostaję komplet oryginałów “Poszukiwanego Zyg-Zaka” z 1961 r. (Kajtek-Majtek), na których pod kreskami czarnego tuszu odkrywam ślady ołówka Christy. Paski te do dnia dzisiejszego są mi niezwykle drogie, głównie dlatego, że na odwrocie skrywają niepublikowane, autentyczne szkice Christy. Jeden z nich przedstawia nagą dziewoję o bujnych kształtach i ogromnym biuście. Przez wiele lat wypatrywałem jej we wszystkich komiksach z Kajtkiem i Kokiem. Niestety, nie pojawiła się w żadnym z nich.

Fragment mojego pamiętnika, rok 1968

Z tym większą przyjemnością mogę Was dziś poinformować, że na skutek nieoczekiwanego zwrotu akcji ”wybujała naga dziewoja” powróci niebawem na kartach komiksu The Spirit Journey!

 

 

 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Krzysztof Janicz

error: Alert: Content is protected !!