Wciąż docierają do mnie pytania o to, w jaki sposób powstają ilustracje do “The Spirit Journey”, Dlatego cały dzisiejszy wpis zamierzam poświęcić sztuce kolażu. A zatem po kolei – pierwsze eksperymenty z kolażem zacząłem robić w 1973 roku, nie wiedząc nawet, że to kolaż.

Kiedy zostałem nastolatkiem, zbieranie komiksowych pasków Christy przestało mi wystarczać. Zapragnąłem sam je tworzyć – tylko jak? Najpierw układałem rysunki “po nowemu”, co wydawało mi się wielce nowatorskie. Posłużyły mi do tego zdublowane paski z kolekcji “Kajtków”, na które rzuciłem się z nożyczkami w jednej ręce i butelką kleju w drugiej.

Zabawa polegała na tym, żeby przerobić rysunki, które jakoś szczególnie przykuły uwagę – oto jeden z nich, z 276 odcinka “Kajtka i Koka w kosmosie”.

Po wycięciu danej scenki, starałem sie ją dopasować do ciekawych obiektów widocznych na innych paskach. Patrząc dziś na kolaż z 1973 roku, wyraźnie widać co chodziło mi po mojej 14-letniej głowie… kobiety!

Znacznie później, już w Kanadzie, studiując na Emily Carr University of Art and Design w Vancouver, dowiedziałem się, że moja “nowatorska” metoda kleju i nożyczek była uznaną dziedziną sztuki, zwaną kolażem… i że artyści uprawiali ją od setek lat.

I choć współczesny kolaż wciąż polega na wycinaniu i wstawianiu, to większość twórców woli to robić cyfrowo. Piksele nie zostawiają takich plam, jak butelki z klejem! Ja sam używam teraz aparatu fotograficznego z dużą matrycą i programu graficznego Affinity Designer. W ten sposób mogę pracować całymi godzinami, trzymając kota na kolanach i nie robiąc bałaganu w atelier, które dzielę z żoną.

Kadr z “The Spirit Journey” (komputerowy kolaż złożony z około 15 różnych elementów). Zwróćcie uwagę, że to jest ciągle ten sam Koko z 276 odcinka “Kosmosu”.

Mimo stosowania kumputera, moja metoda i tak jest bardzo czasochłonna i bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Przede wszystkim muszę wyobrazić sobie jak dana scena powinna wyglądać. Gdy już ją sobie zwizualizuję, zabieram się do szukania odpowiednich elementów. Następnie z grubsza rozkładam wszystkie kawałki i zaczynam “czyszczenie”, co sprowadza się do narysowania zupełnie nowej warstwy. Robię to, by dokładnie odwzorować styl Christy (proces ten szczegółowo opisałem w sekcji “Ilustracje”).

Niektórzy z Was pytali czy nie ograniczam się zbytnio, snując opowieść wyłącznie za pomocą kolaży z “Kajtków” Christy. Sami wiecie, że miłość nie zna ograniczeń, a ja odkąd pamiętam naprawdę uwielbiam rysunki Janusza Christy. Bardzo cenię jego kreatywność, toteż wplatanie stworzonych przez niego postaci (towarzyszących mi od dzieciństwa) w moją własną historię zwyczajnie sprawia mi przyjemność! Postawiłem sobie za punkt honoru, żeby nigdy nie zapomnieć czym Christa mnie zainspirował. Być może ta nowa odsłona “Kajtka i Koka” zainspiruje kogoś innego.

A teraz rzućcie okiem na rysunek u samej góry wpisu, na którym widać mnie jako dzieciaka. Składa się on z 19 osobnych fragmentów. Zgadniecie skąd pochodzą?

Brawo!!! Skoro udało Wam się wszystko zidentyfikować, zerknijcie na poniższe ilustracje z “The Spirit Journey”. Potraficie wskazać z których pasków “Kajtka i Koka” tych 26 elementów pochodzi, albo chociaż część z nich?

Kto dobrze zna historyjki Christy, będzie chyba w stanie rozpoznać niektóre obiekty. Fajnie jest na nowo odkrywać Kajtka i Koka i przekonać się, że to były jednak rewelacyjne postacie… a właściwie wciąż są, nawet dziś!

Fragment mojego dziennika z 2019 roku, Yandoit, Australia

 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Krzysztof Janicz

error: Alert: Content is protected !!